Szłam wolnym krokiem przez ulice Londynu. Jak zwykle towarzyszył mi hałas i gwar ludzi.
W końcu to ogromne miasto a w nim taka szara i nieważna ja. Jestem Jose i mam 18 lat.
Jestem niską brunetką o niebieskich oczach. Nie dawno wkroczyłam w dorosłe życie.
Wszystkim wydaje się one piękne, kolorowe i wspaniałe ale uwierzcie mi... Wcale tak nie
jest. Najpierw rozpieszcza cię i przekonuje, "Zaufaj mi, cudownie jest być dorosłą." mówi
ale w myślach wyśmiewa się z ciebie że jak wszyscy mu ufasz. Potem uderza w ciebie
szara rzeczywistość i zło czyhające tylko na twoje potknięcie. Nie powodzi mi się. Przyznam
to sama. Po skończeniu tej upragnionej 18 od razu wyprowadziłam się z północnej Walii
do Londynu. Wszystko było pięknie i cacy póki były pieniądze. Potem wszystko poszło
jak gilotyna. Utrata kontaktów z bliskimi, mieszkania oraz dotychczasowej pracy.
Zostałam zmuszona zamieszkać w najgorszej dzielnicy. Czułam się jak wyrzutek a ludzie
na ulicy przechodzili obojętnie nie zważając uwagi na moje uczucia aż do dziś...
Usłyszałam dzwonek swojego telefonu. Dzwonił mój nowy szef.
-Halo?-spytałam niepewnym głosem.
-Witam panią. Chciałem poinformować że jestem zmuszony panią zwolnić. Mamy za dużo
pracowników. Przykro mi.
-Nie może pan tego zrobić!-krzyknęłam ale facet odłożył słuchawkę-Halo?! Kurwa!-syknęłam
pod nosem. Mam beznadziejne życie. Nagle potrącił mnie chłopak. Telefon wyleciał mi z
dłoni i rozpadł się w mak uderzając o betonowy chodnik.
-Co robisz?! Rozwaliłeś mi telefon!-warknęłam. Byłam wściekła. Ciekawe co teraz zrobię.
-Bardzo przepraszam. Nie chciałem po prostu nie zauważyłem cię.-odwrócił się w moją stronę.
Był to niski brunet z kręconymi włosami oraz pięknymi czekoladowymi paczałkami. Złość
trochę ustąpiła.
-Emm to może weź mój?-wyciągnął z kieszeni nowego czarnego iphona 5. Mogłam o takim
pomarzyć. Otworzyłam buzię ze zdziwienia. Chłopak nawet mnie nie znał.
-No wiesz? Przecież się nawet nie znamy a ty chcesz mi swój telefon oddać?!-podał mi dłoń.
-Jestem Braldey Will Simpson, miło mi.-uśmiechnął się promiennie.
-Jose Johnson.-odpowiedziałam.
-No to teraz się znamy. Masz.-położył telefon na mojej dłoni-A jeszcze jedno! Jak chcesz się
jeszcze spotkać zadzwoń do Connora. Jest w kontaktach.-puścił mi oczko i odszedł a ja stałam
bez ruchu patrząc na oddalającą się postać Bradleya...